Udało się poszaleć z włosami, jak zwykle. Udało się uszyć parę rzeczy, wykończyć kilka kosmetyków, parę przetestować i kilka nabyć. Śmiało mogę powiedzieć, że to były jedne z tych wakacji, które mogłyby potrwać jeszcze miesiąc.
Ale przejdzmy do rzeczy.
Jeśli chodzi o włosy, to miałam na nich szamponetki Marion, piankę Venita, rozjaśniacz i mocną farbę.
Na chwilę obecną prezentują się tak (w porównaniu oczywiście ;)
![]() |
maj 2013 |
![]() |
sierpień 2013 |
Przez te miesiące udało mi się zużyć
*litr soku aloesowego na włosy, przez co zyskały na miękkości,
*1.5 buteleczki nafty kosmetycznej - łatwiej się rozczesuja
*500ml octu jabłkowego do zakwaszania włosów (łuski się zamykają, a co za tym idzie zyskują na blasku i gładkości; sposób użycia: do miski z wodą wlać na oko trochę octu, jakiegokolwiek, resztę zalać zimną wodą, lub letnią i użyć do ostatniego płukania włosów)
*pół kuracji Marionu
*duuuuuużo oleju kokosowego do olejowania, którym również zastąpiłam masło i inne oleje do jedzenia (w tym i do smażenia, polecam! zdrowe i smaczne, a jak pachnie, mmm!)
Udało mi się nabyć:
*szczotkę z włosia dzika Gorgol
i przetestować kilka szamponów:
*Alberto balsam z pokrzywą
*Eva Natura z pokrzywą
*Balea 2w1 szampon i płyn do mycia z 5% mocznikiem
Postępy w moim zapuszczaniu:
na samym początku prowadzenia bloga(marzec 2013): 74cm
podcięcie marzec -6cm
___
68cm
podcięcie lipiec -1cm
___
licząc bez przyrostu powinny mieć zatem 67cm
tymczasem mają 73cm,
czyli od początku bloga zdążyłam wrócić do tego, co miałam zanim jeszcze go założyłam, nie jest źle, zważywszy na to, że głównego siana z końcówek już się pozbyłam.
Ale do mojej idealnej, wymarzonej długości jeszcze daleko..